Dla Polski data zakończenia II wojny światowej nie była dniem odzyskania wolności. Wkroczenie na tereny naszego państwa Armii Czerwonej i prowadzone przez komunistów działania zmierzające do całkowitego wciągnięcia Rzeczypospolitej w strefę wpływów sowieckiego imperium zmusiły wielu Polaków do podjęcia zbrojnej walki przeciwko nowemu wrogowi.
Mimo świadomości potęgi wroga na ten zgoła desperacki krok decydowały się tysiące młodych ludzi. Zdając sobie sprawę z nieuchronności przegranej w nierównej walce z sowieckim okupantem szli „do lasu” w imię honoru i zasad. Zostawali tam, bo wierzyli w to, czego nauczono ich w domach, szkołach i harcerstwie. Brali na serio wszystkie te wartości, których nauczyli się od kolegów w konspiracji. Byli rówieśnikami dzisiejszych licealistów, studentów i bywalców dyskotek – zwykłymi ludźmi, którzy w imię niepodległości Ojczyzny gotowi byli ponieść największe ofiary.
O suwerenność Rzeczypospolitej walczyła armia podziemna gromadząca w swoich szeregach blisko 17 tysięcy żołnierzy. Tworzący ją patrioci zrzeszeni byli w organizacji Wolność i Niezawisłość, Narodowych Siłach Zbrojnych, Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym, Ruchu Oporu AK, Konspiracyjnym Wojsku Polskim, Wileńskim Ośrodku Mobilizacyjnym, Zgrupowaniu „Błyskawica” oraz wielu innych ugrupowaniach.
Swoją postawą te dziewczyny i ci chłopcy kruszyli fundament systemu komunistycznego – kłamstwo. I dlatego, mimo znikomej siły militarnej, byli dla moskiewskich namiestników śmiertelnie groźni. Właśnie dlatego do walki z nimi rzucono całą potęgę sowieckiego reżimu – tysiące żołnierzy Armii Czerwonej i jednostek NKWD wspartych dodatkowo coraz liczniejszymi formacjami tworzonymi przez komunistyczne władze.
Wynik tego starcia był łatwy do przewidzenia, choć ostatni żołnierz zbrojnego podziemia antykomunistycznego zginął w obławie UB pod miejscowością Piaski (Lubelszczyzna) dopiero w 1963 r. Jego towarzyszy broni śmierć na polu walki, tortury lub wywózka do łagrów spotkały wcześniej. Nie one jednak okazały się najgorsze. Za sprawą wysługujących się moskiewskim mocodawcom intelektualistów – poetów, pisarzy, plastyków, historyków, filmowców – komunistycznym władzom udało się dokonać czegoś znacznie gorszego niż fizyczna eksterminacja tych, którzy ośmielili się negować nową rzeczywistość. To właśnie dzięki ich wieloletnim staraniom, gorliwemu opluwaniu pojęć takich jak honor i wierność zasadom, nieustannemu zohydzaniu w oczach społeczeństwa heroizmu ostatnich obrońców niepodległej Rzeczypospolitej do dzisiaj dla wielu Polaków tamta młodzież to wciąż „bandy” i „reakcyjne podziemie”.
W ten oto sposób ci, którzy za wolność swojej Ojczyzny zapłacili najwyższą możliwą cenę stali się „Żołnierzami Wyklętymi”. Warto spojrzeć tym szlachetnym ludziom w oczy. I warto pomyśleć – czy potrafilibyśmy dzisiaj być wolni, gdyby nie ich ofiara?
Tadeusz Pawlicki
Prezes Fundacji „Żołnierzy Wyklętych”
